Po weselu padłem jak mucha na łóżko. Nawet się nie przebrałem, jedynie spałem w tym odświętnym ubranku. Nie byłem pijany, owszem trochę wypiłem, lecz byłem poza tym nadzwyczaj zmęczony. Wykończony ale niezmiernie zadowolony. Bawiłem się przecież świetnie. Wstałem w niedzielę, gdzieś koło godziny 12.00, wiec na luzie zdążyłem się wykąpać, ubrać i pojechać po Olę. Całą drogę do restauracji przegadaliśmy, tyle wrażeń z wczorajszego dnia było do obgadania. Do tego wszystkiego Ola wyglądała prześlicznie. Wczoraj też ale dzisiaj wyglądała naturalnie, bo miała już rozpuszczone włosy, umalowała się sama i sukienka, była mniej wystawowa. Taka wersja Oli najbardziej mi się podobała. Aczkolwiek nie mówię, iż wczoraj źle wyglądała. Zdążyliśmy na czas, poprawionowy obiad zaczął się o godzinie 14.00, staropolskim żurem z jajkiem i kiełbasą. Pycha, to mój ulubiony. Później zespół bawił nas swoimi piosenkami, natychmiast mniej skocznymi. Zdaje się zespół się nie wyspał, bowiem grali praktycznie same „przytulańce”. Dopiero pod koniec się rozkręcili.
Obiad
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
